28 stycznia lotem błyskawicy miasto obiegł najnowszy pomysł burmistrza Pawła Banasika o planowanym zlikwidowaniu z końcem trwającego roku szkolnego Szkoły Podstawowej nr 5, noszącej imię św. Jana Pawła II.
Takich wieści nikt się nie spodziewał. Nauczyciele, z którymi rozmawialiśmy, przyznają, że już kiedyś obawiali się o los swojej szkoły i uczniów, i o pracę, ale teraz wydawało się, że burmistrz dobrze gospodaruje, więc nie ma potrzeby czynić tak drastycznych kroków oszczędnościowych. Zastanawiają się, że jeżeli nie chodzi o łatanie budżetu miasta, to co mogło burmistrza skłonić do czegoś tak godzącego w nauczycieli i uczniów właśnie szkoły nr 5. Szkoły, jak mówią nam nauczyciele, szczególnej, choćby na zasługi patrona św. Jana Pawła II i zasługi kolejnych pokoleń wychowanków tej szkoły w promowaniu zachowań wzorowanych na tej niezwykłej postaci świętego.
Burmistrza nie obchodzą mieszkańcy?
– Tak się po prostu nie robi – grzmiały matki uczniów szkoły nr 5, gdy udało się im spotkać włodarza swojego miasta w szkole. – Dopiero pan mówił o inwestycjach, o ocieplaniu szkoły, a teraz raz dwa zamknięcie. Bo co, już głosy szarych mieszkańców panu burmistrzowi nie będą potrzebne, bo kadencje się kończą? Tak się nie robi. Raz to jakaś bezmyślność, niegospodarność, wyrzucanie publicznych pieniędzy w błoto, planować termomodernizację, wcześniej fotowoltaikę zakładać, a dwa to jest skandal takie potraktowanie mieszkańców przez burmistrza. W ogóle się z nami nie liczy, bo i po co. Lepsza jest dla niego "trójka", lepsza też "dwójka".
Rodzice uczniów tłumnie zebrali się w holu, korytarzach i sali gimnastycznej szkoły nr 5 w czwartkowe popołudnie. Dowiedzieli się bowiem, że burmistrz chce rozmawiać z dyrekcją i pracownikami, więc pomyśleli, że to jedyna okazja do rozmowy. Zorganizowali się, przynieśli plakaty i transparenty, napisali petycję, zbierali podpisy, chcieli rozmawiać, prosić, wyjaśniać. Wszystko dla swoich dzieci, z których niektóre zaczęły naukę w "piątce" we wrześniu, bo burmistrz nie zdradził się z pomysłem, nie sposób bowiem zakładać, że tego kroku, tak ważnego dla miasta kroku, nie przywidywał, gdyż to by źle świadczyło o zarządcy Lipna. Wiadomo przecież, że najważniejsza dla włodarza miasta jest umiejętność organizacji tych sfer życia społecznego, za które jest odpowiedzialny samorząd. Jeśli więc Paweł Banasik doskonale organizuje i zarządza, to czy zabrakło mu szczerości w stosunku do mieszkańców, którzy przyprowadzili swoje dzieci kilka miesięcy temu do tej właśnie szkoły po to, by uczyły się tu przez osiem lat i by nawiązane tu pierwsze uczniowskie więzi wzmacniały ich psychikę przez każdy kolejny miesiąc i rok edukacji?
– Nawet nas nie zaprosił na jakieś spotkanie, żeby powiedzieć, co w głowie mu się rodzi odnośnie naszych dzieci – mówią rozemocjonowani rodzice. – Jak gdzieś są plany zmian, to pierwsi dowiadują się zainteresowani, ale w Lipnie nie. Panie burmistrzu, pana nie obchodzą mieszkańcy pańskiego miasta.
Burmistrz milczy albo...
Burmistrz Banasik nie zaprosił na spotkanie rodziców, jak żalą się mieszkańcy Lipna, więc w ich imieniu postanowiliśmy o wszystko zapytać, dokładnie, skrupulatnie, by zrozumieć decyzję. Burmistrz Banasik nie zgodził się porozmawiać z redaktorem gazety CLI. Nie wiemy nawet dlaczego. Dwa dni próbowaliśmy, czwartek i piątek. Umawialiśmy spotkanie, rozmowy, dzwoniliśmy z zapowiedzią i bez niej. Sekretarki robiły, co mogły, mówiły, że szef ma spotkanie, że rozmawia przez telefon, że oddzwonią, że wyszedł, że nie wrócił, nie odbierały redakcyjnego numeru telefonu wreszcie, a gdy spróbowaliśmy z innego, natychmiast w sekretariacie podniesiono słuchawkę, więc "mleko się wylało" i usłyszeliśmy, że burmistrz wie o telefonach z redakcji gazety lokalnej. Wiedział więc i rozmawiać nie chciał, nie chciał więc, czy nie miał takiej potrzeby, by wyjaśniać, co robi i co zamierza zrobić w sprawie "piątki".
Paweł Banasik, burmistrz Lipna, nie chciał odpowiedzieć na pytania, jakie mamy obowiązek zadać mu w imieniu mieszkańców Lipna. I nie odpowiedział. Nie wyznaczył jednak, i to jest najgorsze, włodarz Lipna także żadnej osoby do kontaktu z prasą w celu udzielenia informacji, a to już złamanie prawa prasowego.
Tyle, że nie to jest ważne w tym momencie, nie dziennikarz, nie burmistrz, tu chodzi o dzieci, które zostały we wrześniu wrzucone w ślepą ulicę. Chodzi też o prestiż miasta, bo szkoły zamyka się w małych wioskach, organizując dzieciom dojazd i lepsze warunki w sąsiednich placówkach, ale w stolicy powiatu? Wiele małych szkół, które zostały zamknięte, najpierw było jednak restrukturyzowanych, wygaszano najstarsze klasy, by po kilku latach dojść do zamknięcia. I przede wszystkim rozmawiano, informowano mieszkańców, my o tym pisaliśmy w gazecie, bo włodarze wypełniając swój obowiązek, odpowiadali na pytania dziennikarzy z legitymacjami prasowymi i umocowaniem nie burmistrza, a sądu powszechnego i państwa polskiego.
Wracając do meritum, w Lipnie w ubiegłą środę rodzice uczniów, dzieci i pracownicy szkoły zostali pomysłem Pawła Banasika totalnie zaskoczeni. Pierwsza informacja padła z ust włodarza 28 stycznia, spotkanie z nauczycielami odbyło się 29 stycznia. A zgodnie z prawem do końca lutego trzeba podjąć uchwałę intencyjną o zamiarze zlikwidowania z końcem roku szkolnego placówki oświatowej. Pracownicy szkoły ze spotkania z burmistrzem wychodzili bardzo zniesmaczeni, w wielu oczach lśniły łzy, a rodzice uczniów nie kryjąc nagłych emocji, chcieli dopytać, ale...
– Jeżeli tak ma wyglądać ta rozmowa, to ja wyjdę – oznajmił Paweł Banasik zebranym w szkolnej auli mieszkańcom swojego miasta. – Jeżeli mamy się przekrzykiwać, to ja wyjdę. Proszę nie krzyczeć.
Burmistrz ad hoc
– Nie po to przyprowadzaliśmy dzieci do SP nr 5, by je stąd teraz zabierać – słyszymy w czwartek od rodziców zgromadzonych w szkole. – Mamy tu wiele dzieci z niepełnosprawnościami, są wspaniali nauczyciele, także ci wspomagający. Czy w ogóle burmistrz zdaje sobie sprawę, co chce wyrządzić tym dzieciom? Czy nie wzruszają go łzy nauczycieli i rodziców, płacz dzieci? Postradanie pracy w Lipnie to dramat, więc od wczorajszej nocy nie śpimy my, ale i pracownicy tej szkoły. Czy pan burmistrz zdaje sobie sprawę z tego, co to znaczy stracić pracę w Lipnie? Dzieci nawiązały więzi z nauczycielami, szczególnie te małe i chore, one nie poradzą sobie w wielkiej "trójce" czy "dwójce", do której pan burmistrz pojechał pierwsze z informacją, omijając nas. Bo my zawsze byliśmy gorsi, zostawieni sami sobie, inwestycje największe pan wykonał w "trójce". Ta szkoła ma najlepsze opinie, najlepsze wyniki z egzaminów ósmoklasisty, przyjazną atmosferę, jest najmniejsza i o to chodzi, nie każde dziecko odnajdzie się w ogromnej zbiorowości.
To tylko wybrane zdania, jakie padły na zaaranżowanym przez rodziców, spontanicznie, spotkaniu z burmistrzem w szkole. Nigdy bowiem społeczność szkolna nie została oficjalnie poinformowana o zamiarach, nie było żadnego zorganizowanego przez organ prowadzący, czyli burmistrza, spotkania na temat planów zmierzających do wymazania z edukacyjnej mapy Lipna szkoły nr 5. Były więc spontaniczne pytania o powód takiej decyzji.
– Nie jest prawdą, że inwestuję tylko w inne szkoły, tu też wymienione zostały okna, dach, jest fotowoltaika, boisko, tablice interaktywne w każdej klasie – odpierał po kolei zarzuty burmistrz Paweł Banasik. – Nie jest prawdą, że chcę wyrzucić dzieci na bruk. Będziemy przenosić całe klasy, do szkoły nr 3 i do szkoły nr 2. Będę chciał też zagospodarować nauczycieli. Pozostałe dwie szkoły też osiągają dobre wyniki, tak jak szkoła nr 5. Nie jest prawdą, że o niczym nie wiedzieliście, bo jeszcze to nie jest przesądzone. Dajcie nam szansę przejścia do następnych kroków. W drugim tygodniu ferii wrócimy do tematu. Chcę porozmawiać z radnymi.
Burmistrz idzie dalej
Wyjaśniamy, że zamiar zlikwidowania szkoły wymaga podjęcia uchwały intencyjnej w tej sprawie do końca lutego roku szkolnego, w którym placówka ma przestać istnieć. Wygląda więc na to, że w połowie lutego odbędzie się sesja rady miejskiej, w czasie której rajcy będą głosować nad pomysłem burmistrza Pawła Banasika o zamknięciu jednej z trzech szkół.
Sesja styczniowa odbyła się 13 stycznia, więc około tej daty należy spodziewać się lutowego spotkania rajców i władz. Kto przychyli się do projektu burmistrza Banasika, a kto z rajców przeciwstawi się? Czas pokaże. Dotychczas większość radnych ułatwia włodarzowi rządzenie miastem i podejmowanie decyzji, nie sprzeciwiając się. Czy tym razem staną po stronie mieszkańców, uczniów obecnych i przyszłych, pracowników, miasta? Będziemy to uważnie śledzić, wchodzić, słuchać, pytać i próbować pytać, i pisać, bo do tego zobowiązuje nas prawo prasowe. Są w gronie rajców nauczyciele, są przedsiębiorcy, ale przede wszystkim to Lipnowianie.
Szkoła to ludzie, nie budynek
Szkoła nr 5 to obecnie 336 uczniów, w tym 12 z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego. Liczna uczniów w "piątce" nie maleje, od wielu lat utrzymuje się na tym samym poziomie. W szkole pracuje 45 osób, w tym 38 nauczycieli i 7 pracowników administracji i obsługi. Lipnowska "piątka" została utworzona w 1990 roku w budynku po powiatowych strukturach PZPR. Jest zlokalizowana na Placu 11 Listopada, a więc zaspokaja potrzeby edukacyjne najszybciej rozbudowującej się części Lipna.
Rodzice uczniów napisali petycję, zebrali podpisy. Zamierzają alarmować kogo się tylko da. Czy uda się utrzymać tę szkołę? Czy uda się pokrzyżować plany obecnego burmistrza miasta? Jeżeli nie, to około trzystu uczniów zostanie przeniesionych od nowego roku szkolnego do dwóch pozostałych podstawówek. Ma to się odbywać tak, by nie rozdzielać klas, a więc cała klasa zasili "dwójkę", a inna "trójkę". Drugim wariantem jest przeniesienie społeczności do budynków szkoły nr 2, która przejęła pomieszczenia po gimnazjum publicznym.
– Tam (SP 2) są teraz dwa budynki, w 1999 roku w gimnazjum uczyło się 740 uczniów – mówił w czwartek w szkole burmistrz Banasik. – Nie jest to jeszcze przesądzone. Ten budynek (szkoły nr 5) nie spełnia wymogów, sanepid by dzisiaj nie pozwolił tu szkoły otworzyć.
Co planuje burmistrz umieścić w budynku po "piątce"? Nie wiadomo, ale przystosowanie obiektu do innych potrzeb będzie też wymagało nakładów i modernizacji. Pozostawienie pustostanu to niegospodarność. Sprzedaż? Co skłoniło Pawła Banasika to podjęcia mrożącej krew w żyłach decyzji?
– Analiza urodzeń za pięć lat – mówił w czwartek. – W 2020 roku było to 122 dzieci, w 2021 – 105 dzieci, w 2022 – 74 dzieci, w 2023 roku – 84, w 2024 roku – 76 i w 2025 roku tylko 70 dzieci. To niecałe trzy klasy. Jest spadek urodzeń. Tendencja regresowa. Nic nie jest przesądzone.
Do tematu będziemy wracać.
Tekst i fot. Lidia Jagielska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze