Z Małgorzatą Żarecką-Ziółkowką, nowym dyrektorem lipnowskiego domu kultury, o poszerzeniu oferty kulturalnej, o potencjale muszli koncertowej i współpracy ze stowarzyszeniami oraz powrocie dzieła roku i lipnowskich jasełek rozmawiała Lidia Jagielska.
– 21 stycznia została Pani powołana na stanowisko dyrektora Miejskiego Centrum Kulturalnego w Lipnie. W grudniu odbył się konkurs, stanęła Pani w szranki z dotychczasowym szefem Arkadiuszem Świerskim i wygrała. Co Panią skłoniło do złożenia dokumentów?
– Tak szczerze to mąż mnie namówił. Lubię nowe wyzwania, więc pomyślałam, że może czemu nie spróbować. Szkołę było mi ciężko zostawić, ale nie co roku ogłaszany jest konkurs na dyrektora. To wszystko wydarzyło się bardzo szybko, kosztowało mnie mnóstwo pracy, bo trzeba było przygotować 3-letni plan funkcjonowania centrum.
– I co się tam znalazło, co przekonało komisję konkursową?
– Planuję zmianę schematu organizacyjnego pracowników, zwiększenie ilości osób zatrudnianych na zlecenie, pełne wykorzystanie potencjału tego dużego budynku, kina, ale też muszli koncertowej w parku. Wiedziałam, jakie mam możliwości finansowe, przedstawiłam skąd będę starała się czerpać środki.
– Skąd?
– Współpraca z organizacjami, z województwem, ogólnopolskie programy kulturalne. Miasto ma mniejsze możliwości niż gminy i dlatego stawiam na współpracę z gminami. Już myślę o współpracy z gminą Wielgie, z gminą Rypin. Wiem, że są ludzie chętni do prowadzenia warsztatów, zaprezentowania swoich talentów, osiągnięć. Będę chciała rozkręcić kabaret, bo to najprostsza forma, a już jest pozytywny odzew.
– Ilu jest pracowników obecnie?
– W tej chwili jest 11 pracowników.
– Czy budżet pozwoli na poszerzenie oferty i zatrudnienie, choćby na zlecenie, nowych instruktorów?
– Negocjacje trwają. Pan burmistrz zdecydował się na konkurs, ja przedstawiłam plan 3-letni, który jest do zrealizowania i za mniejszy, i za większy budżet. Pewne jest, że przy dwóch budynkach, w tym kinie pracującym 6 lub nawet 7 dni w tygodniu do wieczora, to dwoje czy troje pracowników jest za mało. Budynek domu kultury też jest otwarty od 8.00 do 20.00 i siłą rzeczy też tu zapewnienie obsługi wymaga rąk do pracy. Kadrę trzeba więc przeorganizować, zwiększyć liczbę pracowników, także na umowy zlecenie, o dzieło, a także na zasadzie wynajmu sal. Życie pokaże, ja mam i określone oczekiwania, i określone możliwości. Jest możliwość pozyskiwania środków i to też trzeba robić, i wybierać, kto więcej punktów dostanie, czy np. instytucja kultury, czy stowarzyszenie. Jesteśmy w trakcie przeglądania możliwości. Wiem, że stowarzyszenia lokalne będą składać, my będziemy partnerem.
– Po ilu latach pracy wróciła Pani do domu kultury? Przypomnijmy, że pracowała Pani tu jako główny instruktor od 2008 roku.
– Po pięciu latach wróciłam. Kiedy tu pracowałam, miałam trzech dyrektorów: panią Karasiewicz, pana Bejgera i pana Świerskiego. Przeniosłam się do szkoły i tam też pracowałam z czterema dyrektorami. Dla mnie to jest coś naturalnego, że osoby na danym stanowisku się zmieniają. Teraz, kiedy wróciłam, nie ma już niektórych, z którymi pracowałam wcześniej, więc wszyscy musimy się przyzwyczaić do zmian, nabrać swobody. Każda zmiana budzi emocje, ale myślę, że one szybko opadną i wszyscy zabierzemy się do pracy.
– Rozumiem, że dom kultury ma zacząć działać prężniej?
– Tak. Założenie jest takie, żeby to był dom kultury, w którym odnajdzie się więcej stowarzyszeń, będzie więcej osób współpracowało, czy to w dziedzinie kultury, czy tradycji. Ja współpracowałam z wieloma stowarzyszeniami, które nie zarabiają, ale robią coś z potrzeby serca, bo lubią to. My wesprzeć możemy ich salą, nagłośnieniem. Już są chętni, już jest mowa o reaktywacji chóru, o powrocie kółka teatralnego, już nawet mamy instruktora. Plan finansowy złożył poprzedni dyrektor, więc wszelkie zmiany odbywać się będą za zgodą organu prowadzącego. Jestem dobrej myśli.
– Czy dom kultury jest dobrze wyposażony?
– Zawsze może być lepiej, ale potrzebujemy więcej sprzętu nagłośnieniowego i musi być to sprzęt lepszej jakości. Potrzebujemy sprzętu do sprawdzania biletów w kinie, bo tak jak teraz nie może zostać. Myślimy o wprowadzeniu voucherów i o sprzedaży kawy w kinie. Jesteśmy na etapie wdrażania. U nas popcorn i napoje już są i mają bardzo przystępne ceny. Kino wymaga wzmocnienia kadrowego i tu pewnie będzie odbywało się to przeorganizowanie. Mamy umowy z dystrybutorami filmów, musimy dawać najlepszy czas, a więc głównie weekendy, żeby dostawać nowości. Kino to filmy z wyłączeniem na szczególne koncerty, np. z okazji dnia kobiet. Mamy dużą salę w MCK-u i mamy muszlę koncertową w parku, która jest wykorzystywana tylko raz w roku, a tak nie może być. Myślę, że odnowiony park doskonale wpisze się w planowane przeze mnie tam imprezy muzyczne, gry rodzinne.
– Czy pojawią się w Lipnie imprezy cykliczne, które staną się wizytówką miasta, na które będą czekać mieszkańcy i goście? Mam na myśli np. dzieło roku, które zostało zapomniane.
– Tak, ale nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów. Więcej musi być oferty dla młodzieży, żeby ona mogła się pokazać, żeby była nie tylko odbiorcami, ale i twórcami. Dzieło roku ma być, mamy zielone światło pana burmistrza. Powróci też spektakl, czyli te słynne lipnowskie jasełka. Forma będzie być może inna, już nie jako jasełka, ale będzie to spektakl komediowy, w którym wystąpią znane osoby z miasta i powiatu. Chcę, żeby odbył się już jesienią, bo zima nie jest najlepszym momentem. Dzieło roku też powróci, bo często ktoś coś tworzy dla siebie, bo nie ma przestrzeni na ekspozycję. Taki konkurs daje możliwość pokazania swojej twórczości. Ważne jest, żeby dawać przestrzeń osobom, które coś tworzą. Dla mnie ważne jest także to, że MCK zaistniał, żeby nie był pomijany w dużych imprezach dziejących się w mieście. Musimy wiedzieć, że coś się odbywa, próbować współpracować, włączać się, jeśli nawet nie organizacyjnie, to przez wystawienie stoiska, to przez występ lokalnych artystów.
– Jakiego pierwszego wydarzenia zorganizowanego przez Panią możemy się spodziewać? Może coś autorskiego?
– Pierwszy będzie pewnie koncert z okazji dnia kobiet, który współorganizujemy z burmistrzem. Odbędzie się w kinie Nawojka. Odbywać się będą koncerty połączone z bioenergoterapią, będzie to coś dla ucha, misy tybetańskie, harfy, to będą wydarzenia cykliczne na dużej sali.
– Jaki ma Pani pomysł na przyciągnięcie ludzi?
– Zdecydowanie szerzej będziemy działać w social mediach i konieczna jest współpraca ze szkołami.
– Pracowała Pani w domu kultury z różnymi dyrektorami. Czy ma Pani wzór, do którego chce dążyć?
– Trzeba mieć taką refleksję, jeśli chodzi o poprzednich dyrektorów, ale ja będę podążać swoją drogą. Wszystko płynie, mam nadzieję, że zbudujemy wspólnie dobrze funkcjonujący dom kultury. My nie mamy wielkiego budżetu, zdaję sobie sprawę z ograniczeń, ale nie składam broni.
– Spełniło się Pani marzenie?
– Raczej traktuję to jako wyzwanie. Potrzebowałam spróbować czegoś nowego, nie lubię siedzieć w miejscu. Tu też wdrażanie się w obowiązki zaczęłam od dokumentów i jednocześnie spotykania się z osobami, z którymi chcemy współpracować, dyrektorami szkół, instruktorami.
– Życzę więc powodzenia w budowaniu kulturalnej oferty dla Lipna.
– Dziękuję i liczę na owocną współpracę.
Tekst i fot. Lidia Jagielska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze