Wieczorem 2 sierpnia do Łąkiego zawitało ponad 60 pątników 36. elbląskiej pielgrzymki pieszej na Jasną Górę, by w gospodarstwie Wioletty Skorupskiej posilić się, odpocząć i wyspać się przed kolejnymi trudami pielgrzymowania.
– W tym roku jesteśmy razem z grupą kwidzyńską i po raz kolejny zostajemy przyjęci niezwykle serdecznie przez tych gospodarzy w Łąkiem – mówili nam pątnicy z Elbląga. – Ci gospodarze zawsze otwierają przed nami serca, a my jako pielgrzymi jesteśmy za to bardzo wdzięczni. W czasie naszej wędrówki doświadczamy tego, że to inni opiekują się nami i otwierają przed nami swoje serca i domy. Gospodarze z Łąkiego są wyjątkowi. Patrzymy z roku na rok, jak rozwija się to gospodarstwo i jak niezmiennie gospodarze przyjmują nas z otwartym sercem. Niech Maryja błogosławi, a pokój gości w ich sercach, a szczególne życzenia kierujemy do babć w tej rodzinie.
Wioletta Skorupska z mamą Stanisławą, dziećmi i dwojgiem wnucząt oraz Piotrem Kądzielą z mamą i rodziną, przygotowali dom i gospodarstwo na przyjęcie zmęczonych pątników. Na każdego czekało, jak co roku, posłanie, możliwość odpoczynku, spędzenia nocy.
– Najważniejszy jest chleb, który wręczamy tradycyjnie księdzu, by ucałował i podzielił – mówi nam Wioletta Skorupska. – Życzymy szczęśliwego dojścia do celu i zapraszamy pielgrzymów za rok. My już przyzwyczailiśmy się i czekamy na tych szczególnych gości, na wspólną modlitwę i śpiewy pod gołym niebem. Tak możemy włączyć się w to pielgrzymowanie.
Przygotowania trwały wiele dni. Podwórko zostało ukwiecone, pojawiły się stoły i namioty, dom został przygotowany na przyjęcie ponad 60 osób. Piotr Kądziela z rodziną dostarczał produkty, Wioletta Skorupska z rodziną przygotowywała, gotowała, piekła i nakrywała stoły do ostatniej chwili. Udało się, nikomu niczego nie zabrakło. Po tradycyjnym przywitaniu chlebem i solą był suty poczęstunek. Królował wiejski stół, były mięsa w różnej postaci, gołąbki, kotlety, pączki, bułeczki i kiełbaski z grilla pieczone przez córki gospodyni. Gdy jedni jedli, inni już kąpali się, a służby medyczne opatrywały strudzone stopy pielgrzymów. Po noclegu było śniadanie i modlitwa. W poniedziałkowy poranek pątnicy z uśmiechami na twarzach wyruszyli w dalszą drogę.
– Z niecierpliwością czekaliśmy na ten moment, kiedy pielgrzymi znów nas odwiedzą i znowu będziemy mogli włączyć się w ten piękny trud – mówi nam gospodyni. – Każda ta wizyta to dla mnie spełnienie marzeń. Czuję, że w ten sposób włączam się w to pielgrzymowanie na Jasną Górę. To dla mnie wielkie przeżycie duchowe. Mam nadzieję, że spotkamy się znowu za rok. Już nie mogłam się doczekać na tych naszych pielgrzymów, bo to już ósmy raz u nas się zatrzymują. Cieszę się, że każdy znajduje tu miejsce u nas i posiłek. Nie wyobrażam sobie początku sierpnia bez tej szczególnej wizyty. Zżyliśmy się już bardzo, co roku są też nowi ludzie. To dla mnie wyzwanie. Osiem lat temu trafili do mnie przypadkiem, na szybko napiekłam gofrów z dżemem truskawkowym, wyjęłam z lodówki co miałam. I też się udało, ale już kolejne spotkania są zaplanowane, my jesteśmy przygotowani na ugoszczenie pielgrzymów, a ja zaraziłam tą chęcią pomocy moje dzieci i Piotra Kądzielę z rodziną.
Pielgrzymi z grupy "Franciszek" z Elbląga przyznali, że takiej gościny, jak u pani Wioli, nie ma nigdzie indziej. Wioletta Skorupska i Piotr Kądziela nie wyobrażają już sobie sierpnia przez ugoszczenia pielgrzymów. We wspólną modlitwę z pątnikami w tym roku włączyły się też nieliczne mieszkanki Łąkiego. A nasza redakcja od ośmiu lat patronuje tym spotkaniom w Łąkiem.
Tekst i fot. Lidia Jagielska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze