:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  1°C słabe opady deszczu

Ruszyliśmy wodną lawinę

Interwencje, Ruszyliśmy wodną lawinę - zdjęcie, fotografia

Są pierwsze, wymierne efekty naszej interwencji na zalanych łąkach w Wólce. Ruszyło już czyszczenie koryta rzeki Mień, wszczęto postępowanie wyjaśniające odnośnie prawidłowości wykonywania pozwolenia wodno-prawnego na stawach rybnych. Jest też deklaracja podjęcia wszechstronnych działań przez włodarza gminy Skępe: – Ja tego tak nie zostawię. Podejmę działania, będę występował do innych organów w imieniu rolników – deklaruje burmistrz Piotr Wojciechowski

Przypomnijmy. Dwa tygodnie temu zajęliśmy się problemem rolników z Wólki, którzy w tym roku nie tylko nie skosili traw na swoich łąkach sąsiadujących ze stawami hodowlanymi w Chałaciach, ale nie mogą nawet przejechać prowadzącą do nich drogą gminną. Woda zalała hektary łąk i trakty. Rolnicy przyczynę swojego dramatu widzą w nieprawidłowym gospodarowaniu wodą w stawach rybnych i w braku melioracji na terenach gminnych. Po naszej interwencji u sekretarza gminy Skępe Zbigniewa Małkiewicza odbyła się, w miniony poniedziałek, wizja lokalna na problematycznym terenie. Uczestniczyli w niej wszyscy zainteresowani i zobowiązani: burmistrz Skępego Piotr Wojciechowski, sekretarz Zbigniew Małkiewicz i pracownicy merytoryczni ratusza: Jarosław Kwiatkowski i Adam Godlewski.

Jeśli nie rów, to...

Rolnicy domagają się od gminy Skępe zmeliorowania terenów. To, ich zdaniem, pomoże na pewno. Podobnego zdania są fachowcy z dziedziny rolnictwa:

– Grunty torfowe są trudne w uprawie, bez melioracji ich użytkować się nie da i wykonanie tam działań odwadniających jest wręcz konieczne – mówią. – Bez tego, czyli np. bez wykopania rowów melioracyjnych woda będzie zarówno na łąkach jak i na drodze. A powinna mieć miejsce, rów w którym się zbierze jej nadmiar.

W tym roku ani droga, ani łąki jeszcze nie wyschły do stanu pozwalającego na wjazd na ten teren. Tym samym dziesiątki hektarów łąk są wyłączane z użytkowania, ale tylko faktycznie. Bo zarówno w gminnych rejestrach jak i dokumentach ARiMR widnieją jako tereny zielone, użytkowe. Działanie gminy jest więc konieczne, pozostaje tylko kwestia, jaki wariant gmina zastosuje.
– Poziom działek jest niżej niż sama rzeka – wyjaśnia Adam Godlewski z ratusza w Skępem. – Wykopanie rowu tu nic nie da, bo woda do góry nie poleci. Rów ma funkcję odwadniającą, woda musi gdzieś odpływać. Rzeka jest wyżej niż grunty i nie ma sposobu wykopania rowu tak, by woda spływała. Efekt wykopania rowu będzie taki, że woda będzie się cofać i jeszcze bardziej zalewać grunty. I to nie jest mój wymysł, tylko pomiar. Jeśli grunt jest niżej od poziomu wody, to w jaki sposób woda ma odejść. Chyba, że uruchomicie przepompownię.

Fachowcy zauważają, że konieczne jest obniżenie poziomu wody na rzece Mień. Koryto jest już czyszczone, a to już daje szansę na lepszy przepływ. Poza tym rolnicy proszą o wykopanie rowów tylko w określonym terenie, przy drodze. Spróbowali nawet na swoich terenach, za własne pieniądze takich działań melioracyjnych i to pomaga. Tylko po pierwsze koszty są ogromne, a po drugie przy drodze publicznej może zrobić to tylko gmina.
– Ja nie słyszałem nigdy, a żyję prawie 50 lat, żeby rów zaszkodził – przekonuje rolnik i na dowód pokazuje nam łąki w pobliży drogi krajowej nr 10. – Tu też stała woda, był problem, a teraz po wybudowaniu drogi i zrobieniu przy niej rowów melioracyjnych problemu nie ma nawet podczas największych ulew i roztopów.

Nie zostawią rolników w biedzie

Argumenty są rzeczowe i rolnicy opierają swoje prośby o konsultacje z meliorantami. Burmistrz deklaruje rozwiązanie problemu. Jeśli nie rów, to może coś innego, ale problem rozwiązany zostanie i drogą gminną przejechać będzie można na pewno, a tym samym łąki też zyskają.

– My to spokojnie przeanalizujemy i na pewno rolnikom w Wólce pomożemy – obiecuje burmistrz Piotr Wojciechowski. – W tej chwili nie wjedzie tam żaden sprzęt, więc proszę o chwilę cierpliwości. Przeanalizujemy sytuację wszystkich rolników wnikliwie. Zrobimy to rozsądnie i po przemyśleniu tak, żeby wszyscy mieli z tego korzyść. Problemem nie jest samo wykopanie rowu, chodzi o to, by ten rów służył tym rolnikom, a jednocześnie nie szkodził innym. Kropla skałę drąży, od czegoś trzeba zacząć, my podejmiemy działania.

Nie może odbyć się to ze szkodą dla gruntów sąsiednich. Trzeba więc przeanalizować. I mamy zapewnienie, że burmistrz tego dopilnuje. – Grunty te leżą między rzeką Mień a stawami, pomoc powinien świadczyć zarząd melioracji – wyjaśnia Jarosław Kwiatkowski z ratusza.

Rolnicy zapowiadają, że jeśli gmina nie zmelioruje terenów i nie udrożni traktu, będą wnioskować o to formalnie. Wtedy, w ewentualnej decyzji odmownej, samorząd musi podać podstawę prawną.

– Gmina musi dokonać tylko zgłoszenia na wykonanie urządzeń wodnych, które nie wymagają pozwolenia wodno-prawnego i można to zrobić jako odwodnienie tej drogi – wyjaśnia Wojciech Kłudkowski ze Starostwa Powiatowego w Lipnie. – Z wnioskiem do gminy może wystąpić rolnik, a jeśli gmina odmówi, musi podać podstawę prawną.

Przepompownia by pomogła, ale...

Stacja pomp zlokalizowana w tym terenie obecnie nie pracuje. Jak poinformował nas szef lipnowskiego biura Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji Roman Nawrotek jest utrzymywana tylko na wypadek powodzi. Kiedyś pracowała i nie było problemu we współgospodarowaniu stawów rybnych i łąk. Teraz stawy zostały, łąki też, a przepompownia jest wyłączona. I powstał problem.
– Trzeba wykorzystać przepompownię, przecież ona w takim celu była pobudowana – apeluje jeden z rolników. – Zamiast wodę brać z Jeziora Łęckiego, to lepiej pobierać ją przez przepompownię bezpośrednio z rzeki i w ten sposób obniżać poziom wody i wykorzystywać przepompownię.
Zarząd ponosi koszt utrzymania stacji pomp w takim stanie, by w każdej chwili ją włączyć. Ale za energię do pompowania wody musieliby zapłacić właściciele stawów.

– Pompy można włączyć, ale kto pokryje koszty? Panowie ze stawów rybnych? – pyta Przemysław Bednarski z zarządu melioracji. – Samo utrzymanie stacji pomp to koszt 2 tys. złotych miesięcznie. Koszty pompowania dziennie to 10 tysięcy złotych. To są pieniądze, my nie możemy pompować komuś wody. Panowie nie zgodzą się, by pokryć całe koszty utrzymania stacji.
Koszty są porażające, ale w porównaniu ze stratami, jakie ponieśli tylko w tym roku rolnicy, to jest niewiele. Poza tym właściciele stawów nie mówią nie partycypowaniu w kosztach pracy pompowni. Przypominają też, po co w ogóle obiekt powstał.
Chętni użytkować 
przepompownię

– Pompownia została wybudowana w celu utrzymania odpowiedniego stanu na łąkach i jednocześnie zasilenia stawów rybnych – wyjaśnia właściciel stawów. – Na początku lat `80 był ogromny remont na stawach, pozamieniano groble, usprawniono, za czasów PGR-owskich stacja pomp swoje zadanie spełniała. Przez pewien czas również była użytkowana przez nas, było porozumienie z wojewódzkim zarządem melioracji, że połowę płacimy my, czyli użytkownicy stawów, a połowę zarząd. Sprawa się rozbiła o ludzi, bo zatrudnienie ich było w gestii zarządu. Ten człowiek, który tu pracował, robił co chciał. Ja mogłem zadzwonić tylko ze skargą, że pompuje kiedy nie trzeba, a nie pompuje, kiedy trzeba. Pijany był praktycznie codziennie i to doprowadziło do tego, że padło nam 16 ton ryb na stawie, bo nie uruchomił pomp. Od wtedy współpraca się urwała. My możemy współpracę podjąć i dla siebie, i z korzyścią również dla rolników, ale na naszych warunkach. 

Część, co najmniej połowę kosztów, musi pokrywać urząd marszałkowski, połowę możemy my, ale w żadnym wypadku nie zgodzimy się na dorabianie zakładu energetycznego. Gdyby doszło do użytkowania, wypowiadamy umowę o jakimkolwiek rezerwowaniu energii, bo jest to napędzanie pieniędzy dla energetyki. Jesteśmy w stanie zrobić to też technicznie, nie chcemy żadnych pracowników zatrudnionych przez zarząd, jesteśmy wystarczająco wykształceni na stawach, że potrafimy obsłużyć pompownię. Porządek utrzymamy naszymi pracownikami. Trzeba tylko przekazać użytkowanie na odpowiednich warunkach i my o to zabiegamy od lat, ale napotykamy na ścianę.

Okazuje się więc, że właściciele stawów wykazują i dobrą wolę, i zabiegają o rozwiązanie problemu, ale nie mogą liczyć na zrozumienie organów państwowych. Skoro pozwolenie na funkcjonowanie stawów jest, chęć współpracy i partycypowania w kosztach działania pompowni też, to…

– Trzeba iść w tym kierunku. Ja na pewno podejmę jak najszybciej działania i spotkam się z kimś z zarządu urzędu marszałkowskiego – deklaruje burmistrz Piotr Wojciechowski. – Będziemy naszych mieszkańców reprezentować i zrobimy to jak najszybciej, bo chodzi nam o rozwiązanie problemu nie tylko na ten rok, ale również na przyszłość.
Są argumenty, są deklaracje włodarza Skępego i użytkowników stawów. Jest więc nadzieja na uruchomienie stacji pomp i powrót do starych, ale dobrych czasów rozsądnego gospodarowania.

Szkodzić może rezerwat

– Pompowanie na dzień dzisiejszy nic nie da, bo dalej rezerwaty trzymają, a tam nic robić nie można – wyjaśnia Przemysław Bednarski.

W spotkaniu uczestniczyli pracownicy zarządu melioracji Przemysław Bednarski i Krzysztof Kluba. Zwrócili uwagę na inne problemy z bezproblemowym gospodarowaniem wodą w tym rejonie gminy Skępe. – Jeśli jest rezerwat, to trzeba wystąpić do dyrekcji ochrony środowiska o zgodę na pewne działania – dopomina się rolniczka. – Jeżeli to jezioro nie będzie oczyszczone, tak jak wcześniej było, to co z tego, że my tu udrożnimy wody, nawet przepompownią puścimy je dalej, to one od tego jeziora nam się cofną.

Działania w tym kierunku nie napawają optymizmem, bo rolnikom pomoc potrzebna jest tu i teraz. Te działania, na terenach chronionych, wymagają czasu i dogłębnego przedstawienia interesów stron i przyrody.  

– Oczyszczenie jeziora nic nie da. Trzeba oczyścić całą rzekę. My występowaliśmy już o to, dostaliśmy odmowę – wyjaśnia Bednarski i obiecuje w tym zakresie kolejne działania, być w może w przyszłym roku, może po pojawieniu się nowych środków.
Pomoc w przygotowaniu dokumentów i osobistym przedstawieniu stanowiska mieszkańców gminy w dyrekcji ochrony środowiska zadeklarował burmistrz Wojciechowski.

Zapory muszą zniknąć

– Dlaczego są porobione zapory? Jak można zatrzymywać rzekę? Tego nigdy nie było, wcześniej była jedna betonowa zastawa, a teraz pojawiły się trzy – oświadczają rolnicy i pokazują dokumentację fotograficzną. – W geodezji nie ma tych zastaw.
Przypomnijmy, że po naszej pierwszej interwencji naczelnik wydziału rolnictwa Starostwa Powiatowego w Lipnie wyjaśniła, iż kwietniowa kontrola nie wykazała żadnych zapór niezgodnych z wydanym przez nią pozwoleniem wodno-prawnym, a właściciel stawów zaprzeczył jakiejkolwiek bezprawnej ingerencji w przepływ wody. Dlatego też ustalając spotkanie stron z sekretarzem Zbigniewem Małkiewiczem, poprosiliśmy o spotkanie na miejscu, a nie w świetlicy wiejskiej. Tylko wizja lokalna mogła wyjaśnić fakty. I wyjaśniła.

– To musi być wyjęte – mówi naczelnik Eliza Jałowiecka-Rudewicz. – My w kwietniu sprawdzaliśmy na naszych punktach i było dobrze, ale podkreślam na punktach. Teraz widzimy zastawy i mamy dwie możliwości prowadzenia postępowania w tej sprawie. Możemy potraktować to jako nielegalne urządzenie albo, zgodnie z art. 29 prawa wodnego, z którego wynika, że nie można nic robić, zastawiać przepływów ze szkodą dla gruntów sąsiednich. Czy to będzie uznane za nielegalne urządzenie, czy przeszkodę w odpływie wód, to ma być wyciągnięte, nie może tego tutaj być. Wszczęte będzie oczywiście postępowanie w sprawie i będzie się toczyć zgodnie z prawem, każdy musi mieć prawo do obrony. Ja wystąpię zaraz do nadzoru budowlanego o sprawdzenie tego.
Postępowanie wyjaśni, kto założył zastawy, czy i kiedy blokowały przepływ. Jeśli potwierdzi się, że urządzenia ujawnione przez urzędników w miniony poniedziałek były nielegalne i szkodziły gospodarce wodnej, wydane zostaną odpowiednie decyzje i nakazy. Łatwo nie było dobrnąć do obecnych ustaleń. Pracownicy starostwa: naczelnik Eliza Jałowiecka-Rudewicz i Wojciech Kłudkowski oraz Przemysław Bednarski z zarządu melioracji w towarzystwie naszym i rolników przeszli kilka kilometrów, sprawdzili tzw. przejazdy, przepływy, wzmocnienia i ...

– To jest typowa prowadnica do zastawki – ocenił Przemysław Bednarski. – Widać, ile opadła woda. Wszystko wskazuje, że została uniesiona w niedzielę.

Nadzieja na poprawę

Podczas naszej interwencji w czwartek 17 sierpnia stan wody był wyższy. W sobotę rolnicy już dostępu tam nie mieli, więc nie wiedzą jaki był stan. Od niedzieli, zdaniem fachowców z zarządu melioracji, woda zaczęła opadać. W poniedziałek 28 sierpnia, podczas wizji i kontroli, stan wody był niższy, a wszystkie przepływy otwarte, drożne.  Żeby jednak przepływy nie były zamykane, konieczne będzie nakazanie całkowitego ich zdemontowania.

Do 30 września użytkownicy stawów rybnych muszą, zgodnie z pozwoleniem wodno-prawnym, wyczyścić koryta wodne. A będzie co robić, bo zarośnięte są doszczętnie.

Ruszyły więc działania wszystkich zobowiązanych do tego, odpowiednich organów. Mamy nadzieję, że wykonane kompleksowo, przyczynią się do umożliwienia gospodarowania wszystkim użytkownikom gruntów w tym terenie gminy Skępe.  A widać wyraźnie, że zaniedbań i działań do wykonania jest sporo.

Do tematu wrócimy, by poinformować czytelników, jak zakończyły się negocjacje burmistrza z Urzędem Marszałkowskim w sprawie przepompowni i jaki będzie efekt postępowań wszczętych przez naczelnika wydziału rolnictwa Starostwa Powiatowego. 
W październiku sprawdzimy stan koryt wodnych po obowiązkowym ich wyczyszczeniu i drożność wszelkich przepływów oraz brak zapór, a także przejezdność i stan drogi gminnej.
 

Tekst i fot. LiJ


wólce - komentarze opinie

  • gość 2017-09-24 12:47:35

    powinno byc zgłoszenie do prokuratury i wszczęcie śledztwa. raczej zaniedban to ja nie widze a celowe dzialanie. do tych "stawow".to nie tylko mieszkancy i rolnicy z Wólki maja swoje laki i pola rolne. Od wsi Babie Ławy tez jest zapomniany ciek wodny.

  • Leon - niezalogowany 2017-09-25 17:44:20

    Prawda jest taka ze stawy kosztem podatnikow bedà wladac przepompownià i bedą robic co bedzie w ich interesie i tyle w temacie. Postawia ,wyksztalconego' na objekcie i regulacja wiadomo jaka. i ot kosztem tej awantury zyska tylko jeden.

Dodajesz jako: Zaloguj się