:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  22°C rozproszone chmury

Pożegnanie wybitnej osobistości

Postaci, Pożegnanie wybitnej osobistości - zdjęcie, fotografia

8 maja w wieku 97 lat zmarła w Warszawie zasłużona dla miasta i gminy Skępe prof. dr hab. med. Stefania Jabłońska. 15 maja spoczęła na warszawskich Powązkach Wojskowych.

Była światowej sławy lekarką, profesor dermatologii, nauczycielką wielu pokoleń lekarzy, wykładowcą Akademii Medycznej w Warszawie i ordynator tejże kliniki dermatologii oraz szefową Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.

– Profesor Stefania Jabłońska odkryła piękno Skępego i okolic wiele lat temu – wspomina przyjaciółka pani profesor, inicjatorka nadania Stefani Jabłońskiej tytułu „Zasłużony dla miasta i gminy Skępe” skępianka Zyta Wegner. – Przez 40 lat, wiosną, przyjeżdżała do ulubionego miejsca przy jeziorze w Wólce. Czas spędzony w tym miejscu nie był tylko beztroskim wypoczynkiem, ale z dala od wielkiego miasta, w spokoju i ciszy wykorzystywała go na pracę naukową. Pomagała też bezinteresownie chorym, przywożąc im niedostępne w Polsce leki lub zabierając na dalsze leczenie do warszawskich klinik. Kochała naszą ziemię, wiejskich ludzi, lubiła spacery po lesie. Nad jeziorem często można było ją spotkać idącą przez pola wśród falujących łanów zbóż. Ten wiejski świat chłonęła każdym zmysłem. W 2003 roku z ukochanego domku nad jeziorem musiała wyjechać na zawsze. Wiemy, że była to dla niej trudna decyzja, z którą długo pogodzić się nie mogła.

Zasłużona dla Skępego

Profesor Jabłońska na zawsze pozostanie jednak w pamięci mieszkańców Skępego i okolicznych wsi. Na rynku stoi ufundowana przez nią tablica z grafiką autorstwa Zyty Wegner, a sama Jabłońska jest jedną z osób zasłużonych dla miasta i gminy Skępe. 31 sierpnia 2001 roku została bowiem laureatką zaszczytnego tytułu nadanego jej przez naszych rajców „Zasłużona dla Skępego”.

– Cieszyłam się z mężem, ze nasze starania o włączenie profesor Jabłońskiej do grona zasłużonych dla naszego miasta i gminy podzielili radni – mówi Zyta Wegner. – Wręczenie tytułu naszej zacnej pani profesor odbyło się w Warszawie, w klinice. Powiedziała nam wtedy, odbierając tytuł, że jeszcze nigdy nie była tak wzruszona. Myślę, że tym wyróżnieniem udało się nam wyrazić wdzięczność, na którą zasłużyła. Wierzymy, że w Skępem i naszej gminie pozostanie przez długie lata w sercach mieszkańców.

Związek z regionem

Tytuł „Zasłużony dla miasta i gminy Skępe” w Warszawie, w październiku 2001 roku, profesor Jabłońskiej wręczyli: Stanisław Jabłoński, Hanna i Kazimierz Pruśkiewiczowie, Justyna Czarnecka oraz Zyta i Bernard Wegnerowie. Z gminą Skępe Stefania Jabłońska była związana od przełomu lat ’60 i ’70 ubiegłego stulecia. Tutaj, nad urokliwym jeziorem łąckim, spędzała wolne chwile. Tutaj pracowała nad kolejnymi rozprawami naukowymi i tutaj znajdowała przyjaciół.

– Cieszę się, że w Skępem są ludzie ambitni, tak silnie związani ze swoim miastem, które jest ich małą ojczyzną – pisała prof. Stefania Jabłońska o „Albumie Rodem ze Skępego” autorstwa Zyty Wegner. –Poraża mnie motywacja autorki, olbrzymie zaangażowanie przy zbieraniu zdjęć i pieczołowitość przy ich obróbce. Wzruszające jest, jak bardzo Zyta Wegner jest dumna ze swoich korzeni, jak bardzo kocha swoją ziemię, na której wyrosła i na której życie nie zawsze było łatwe. Największe wrażenie na mnie zrobiły w publikacji zdjęcia bosych dzieci szkolnych, które w prawdzie nie miały butów, ale miały w Skępem dostęp do nauki. Z tych bosonogich dzieci wyrosły niekiedy utalentowane osoby, do których zaliczam Zytę i jej córkę Anię, pracownika naukowego holenderskiego uniwersytetu w Amsterdamie.

Domek nad jeziorem

Profesor Jabłońska śledziła to, co dzieje się w Skępem i gminie. Pokochała to miejsce nad jeziorem, gdzie zbudowała swój piękny letni domek. Pokochała tez jezioro łąckie ze swoim pomostem, Wólkę i okoliczne wsie, Skępe, ale przede wszystkim mieszkańców. Oni zapamiętali ją jako ciągle piszącą lub czytającą coś na werandzie przed swoim domkiem lub pokonującą piechotą po kilkanaście kilometrów leśnych duktów.

– Pokochała to miejsce nad jeziorem łąckim w Wólce od pierwszego wejrzenia – wspomina Bernard Wegner, ówczesny samorządowiec i nauczyciel, mieszkaniec Skępego i przyjaciel Jabłońskiej. –Przyjechali rozpoznać teren. Mąż wysadził ją przy figurce w Wólce, a profesor Jabłońska poszła polną drogą w stronę jeziora i trafiła do gospodarstwa Marii i Stanisława Lipińskich w Wólce. Zauroczyło ją to miejsce do tego stopnia, że została tam na długie lata. Najpierw zatrzymała się w stodole państwa Lipińskich, potem odpoczywała pod namiotem, aż wreszcie pobudowała sobie drewniany domek. Pracowała tu naukowo, ale przede wszystkim przyjmowała pacjentów. Nigdy nie odmawiała pomocy, nigdy nie przyjmowała od nikogo zapłaty, chyba że jagody lub rosół. Podczas wypoczynku w Wólce pomagała rocznie średnio 40-50 osobom. Znamy osobiście ludzi ze Skępego, Lipna i okolic, którzy zawdzięczają jej życie lub zdrowie. Z ukochanym domkiem rozstała się ze względu na zły stan zdrowia, dużą odległość od Warszawy.

Twardy charakter

Profesor Jabłońska kochała szybkie samochody. Była sumienna i obowiązkowa, nie znosiła sprzeciwu. Była tytanem pracy. Wstawała o 5 rano i spacerowała, potem po lekkim śniadaniu pracowała naukowo do 13.00. Obiad, pacjenci, spacer, a o godzinie 18.00 marsz do sołtysa, do telefonu, który codziennie wykonywała do swojej kliniki. Nigdy nie była całkowicie na urlopie.

– Nas traktowała jak rodzinę, pomogła wielu mieszkańcom poradami, lekami i konsultacjami w warszawskich klinikach – mówi Bernard Wegner. – Na tytuł „Zasłużona dla miasta i gminy Skępe” zasłużyła w 300 procentach. A wszystko zaczęło się na sianie u Marii i Stanisława Lipińskich.

Matka chrzestna

Gospodarzy z Wólki pokochała i zapamiętała na zawsze, stała się członkiem ich rodziny za sprawą przyjęcia w roku 1971 roli matki chrzestnej wnuka gospodarzy, Arkadiusza. Uczestniczyła we wszystkich sakramentach chrześniaka, troszczyła się o jego wybory życiowe i nigdy nie odmawiała spotkania.

– Pożegnałem w poniedziałek moją ukochaną chrzestną, profesor Stefanię Jabłońską – mówi Arkadiusz Lipiński. – Jestem dumny z niej i wdzięczny moim rodzicom za taki wybór. Chociaż ten wybór nie był przypadkowy i też jak wszystko w życiu pani profesor wynikał z choroby. Kiedy profesor Jabłońska odpoczywała u moich dziadków, mój tata miał poważny wypadek. Były sianokosy, mama wtedy była w ciąży. Uraz głowy taty był poważny, wtedy profesor pokazała się ze swojej prawdziwej strony – lekarza z powołania. Nie szczędziła czasu, by ratować mojego tatę Mariana. Wtedy powiedziała, że jeśli urodzi się moim rodzicom syn, to ona będzie chrzestną. Tata wyzdrowiał, mama urodziła syna, a słynna profesor Stefania Jabłońska została moją matką chrzestną. Była potem ze mną zawsze, podczas komunii świętej, ślubu, cieszyła się z mojej córki Magdaleny. Bo ta wspaniała pani profesor pamiętała o ważnych datach, chciała wiedzieć wszystko, co dzieje się w moim życiu. Pamiętam, że gdy pisała, musiałem godzinę poczekać, ale potem już była tylko dla mnie. Pozostanie w mojej pamięci jako osoba uśmiechnięta, otwarta, wesoła, lubiąca zabawę i luz. W klinice była elegancka, a tu swobodna w stroju. Nie wywyższała się, na uroczystościach rodzinnych była duszą towarzystwa. Pamiętam, że bardzo lubiła wino „Bycza krew”, nawet nie wiem, czy jeszcze takie jest. Kochała polne kwiaty i owoce. U niej latem zawsze były na stole wiśnie. Była przede wszystkim moją chrzestną, ale zawsze myśląc o profesor Jabłońskiej, widzę naukowca i lekarza. Najbardziej raziła ją korupcja w służbie zdrowia. Cenię ją za mądrość, sukcesy, ale przede wszystkim za to, że była wierna swojej raz obranej, w młodości drodze lekarskiej w dziedzinie dermatologii. Nie szukała niczego innego, robiła to, co potrafiła najlepiej i zawsze wykorzystywała to do pomocy ludziom chorym. Cieszę się, że ją miałem.

Wybitne wykształcenie

Stefania Jabłońska urodziła się 7 września 1920 roku w Warszawie. Była laureatką Nagrody Roberta Kocha i jednym z najczęściej cytowanych naukowców polskich. Studiowała medycynę w latach 1938-1943, początkowo w Warszawie, potem we Lwowie i Frunze. Uzyskała dyplom lekarza w 1943 we Frunze, doktora w 1949, a doktora habilitowanego w 1951. Tytuł profesora nadzwyczajnego uzyskała w roku 1954, natomiast profesora zwyczajnego nauk medycznych otrzymała w roku 1974. W latach 1946-2006 pracowała w Klinice Dermatologii Akademii Medycznej w Warszawie, pełniąc w latach 1949-1990 funkcję ordynatora. W latach 1962-1982 i 1987-1995 była prezesem Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego, a następnie pozostała jego honorową przewodniczącą. Zasiadała w Honorowym Komitecie Naukowym redakcji „Przeglądu Dermatologicznego".

Wychowała dziesiątki naukowców

Była autorką licznych podręczników akademickich. Jej największe osiągnięcia były związane z badaniami nad wpływem wirusów HPV na rozwój nowotworów. Przez wiele lat zajmowała się również badaniami nad patogenezą twardziny i diagnostyką chorób pęcherzowych. Wprowadziła nowe metody diagnostyczne w tych chorobach. Była honorowym członkiem 46 Towarzystw Dermatologicznych w różnych krajach i wychowawcą wielu pokoleń dermatologów – wenerologów, promotorem 69 prac doktorskich, opiekunem 24 prac habilitacyjnych i wychowawcą 15 profesorów. Otrzymała Maria Duran Medal, jedno z najbardziej znaczących wyróżnień, którym International Society of Dermatology honoruje się kobiety – liderki światowej dermatologii.

Stefania Jabłońska to siostra słynnej profesor neurologii Ireny Hausmanowej-Petrusewicz,, a w latach 1944-1966 była żoną profesora okulisty Pawła Segała. W pamięci wszystkich pozostanie jednak jako wybitny dermatolog.

Moc wspomnień

– Była wyjątkowym lekarzem i wspaniałym człowiekiem – wspomina Jadwiga Bugowska. – Dla mnie pozostanie osobą, która wyleczyła mojego kuzyna. Młody wtedy chłopak miał poważne problemy ze skórą, nikt nie dawał szans na wyleczenie, kolejne formy leczenia zawodziły, jego świat stanął pod znakiem zapytania. Profesor Jabłońska wyciągnęła pomocną dłoń, wyleczyła chłopaka, który dzisiaj jest szczęśliwym człowiekiem. I pamiętam, że pani profesor kochała polne kwiaty, nie takie cudowne bukiety z kwiaciarni, tylko te zerwane z naszych łąk.

Wspomnień o profesor Jabłońskiej nie brakuje w naszym regionie, bo przyjeżdżając w 1969 roku do Wólki w gminie Skępe, stała się częścią tej społeczności. Kolorową, mądrą, wybitną i wymagającą, ale częścią. Dla jednych pozostanie lekarzem, dla innych przyjaciółką czy członkiem rodziny, dla wszystkich wybitnym naukowcem. Pozostawiła po sobie godnych następców w dziedzinie dermatologii, a dla adeptów sztuki mnóstwo książek i rozpraw naukowych.

– W mojej pamięci pani profesor pozostanie jako osoba bardzo sympatyczna i konkretna – mówi Katarzyna Lipińska. – Poznałam ją oczywiście jako chrzestną mojego męża i zapamiętam jako tą, która nigdy nie odmawiała pomocy.

Żegnamy razem z mieszkańcami Skępego i okolic oraz rodziną i przyjaciółmi pani profesor wspaniałego naukowca i przyjaciela naszej małej ojczyzny, o którego dokonaniach wielokrotnie mieliśmy okazję informować na łamach CLI.

Tekst Lidia Jagielska, fot. zbiory arch. Zyty i Bernarda Wegnerów

stefania jabłońska - komentarze opinie

  • gość 2017-05-23 23:28:58

    Smutnym niestety jest to, że Rachela Szela Ginzburg - która w 1947 roku zmieniła imię i nazwisko na Stefania Jabłońska jako lekarz więzienny zatrudniony w MBP na Rakowieckiej w Warszawie asystowała w egzekucjach 6 osób, m.in. Jana Morawca, Lechosława Roszkowskiego i Tadeusza Zawadzińskiego. Wiem, że były to czasy jeszcze stalinowskie, ale nikt jej nie zmuszał kiedy była młoda do takiej dodatkowej pracy. Ponadto publicznie wyrzekła się w 1993 r. (w Tygodniku Powszechnym) tego, że pracowała w latach 1947-1949 w MBP, co było śmieszne. Groziła procesem sądowym dr Markowi Wrońskiemu przed publikacją książki o Grzybowskim, wstydząc się swojego drugiego etatu.... " Wyrok śmierci na niezłomnym żołnierzu został wykonany 15 stycznia 1948 r. w więzieniu mokotowskim przez dowódcę plutonu egzekucyjnego st. sierż. Piotra Śmietańskiego w obecności m.in. lekarza więziennego dr Stefanii Jabłońskiej i naczelnika więzienia kpt. Alojzego Grabickiego. Oprócz Jana Morawca, tego dnia stracono również Lechosława Roszkowskiego i Tadeusza Zawadzińskiego. Ciała zamordowanych wywieziono potajemnie i zapewne, jak pokazują współczesne ekshumacje, bezimiennie pogrzebano w dołach śmierci, prawdopodobnie na Służewie[1]. Symboliczny grób kapitana znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w Kwaterze "Na Łączce". 28 stycznia 1992 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie stwierdził nieważność wyroku skazującego Jana Morawca i jego towarzyszy broni, orzekając, że czyny przypisane skazanym były związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego[1]. "

  • gość 2017-05-23 23:39:04

    Urodziła się w Mohylewie a nie w Warszawie. Do Warszawy przyjechała mając 6 lat w 1926 roku.

  • gość 2017-05-23 23:43:49

    Szanuję Jej osobę, jednak pewne fakty zostają niezatarte i nie można ich przemilczeć pisząc o Niej w samych superlatywach.

  • gość 2017-05-23 23:44:57

    Szanuję Jej osobę, jednak pewne fakty zostają niezatarte i nie można ich przemilczeć pisząc o Niej w samych superlatywach.

Dodajesz jako: Zaloguj się