:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



Ciekawi ludzie, Powrócił rodzinne strony - zdjęcie, fotografia
Gazeta CLI 24/09/2019 09:29

W miniony piątek władze Lipna przyjęły w ratuszu honorowego obywatela miasta, powstańca warszawskiego, kapitana Włodzimierza Wiśniewskiego. Były wspomnienia, gratulacje i żywa lekcja historii, a głównym punktem uroczystości było złożenie kwiatów przez gościa w towarzystwie włodarza Lipna Pawła Banasika pod ścianą śmierci na placu Dekerta i pomnikiem Armii Krajowej.

Wizyta kapitana Włodzimierza Wiśniewskiego w Lipnie, rodzinnym mieście powstańca warszawskiego, uhonorowanego wieloma odznaczeniami żołnierza Armii Andersa, zbiegła się z piątą rocznicą nadania temu zacnemu lipnowianinowi tytułu „Honorowy obywatel Lipna”. Włodzimierz Wiśniewski jest laureatem tego nadanego przez radę miejska tytułu obok prof. Janusza Przemienieckiego, Lecha Wałęsy, Bogusława Kaczyńskiego, prof. Stanisława Ossowskiego, Wiesławy Czapińskiej, biskupa Stanisława Gębickiego i prof. Leszka Balcerowicza.

Przywiązany do Lipna

– Zawsze i wszędzie mówię, że jestem z Lipna – podkreśla Włodzimierz Wiśniewski. – Nadanie przez miasto tytułu honorowego obywatela Lipna jest dla mnie wielkim zaszczytem i wyróżnieniem. Dlatego chcę serdecznie podziękować radzie miasta, że oceniła wysoko moją działalność w ruchu oporu, zarówno podczas okupacji w Lipnie jak i w Warszawie. Jestem lipnowianinem, tu są moje i moich bliskich rodzinne strony. Tu kończyłem „małą maturę". Ojciec mój walczył w Legionach, został dwa razy ranny. To zmusiło go do powrotu do Jastrzębia. W 1920 roku zawarł związek małżeński z Marią Cis, której ojciec był handlowcem przy budowie linii kolejowej Toruń-Sierpc. W 1922 roku urodziła się córka Halina. Wkrótce ojciec został powołany do 33 Pułku Piechoty w Łomży, gdzie przeszedł na zawodowstwo. Pełnił służbę do czasu przejścia na emeryturę, tj. do 1936 roku. Powrócił wraz z rodziną do Jastrzębia, gdzie po swoim ojcu odziedziczył małe gospodarstwo rolne.

Działalność konspiracyjna

– W okresie służby w wojsku urodzili się synowie: Tadeusz i Włodzimierz. Lubił pracować społecznie, prowadził szkolenia wojskowe w gimnazjum, organizował zawody sportowe, a przede wszystkim w ramach P.O.W organizował Kompanię Strzelców, z którą walczył w wojnie obronnej z Niemcami nad Bzurą. Po ucieczce z niewoli powrócił do Lipna, gdzie czekało go ciągłe ukrywanie się przed aresztowaniem przez Gestapo. Już w listopadzie przystąpił do organizowania Ruchu Oporu w ramach Polskiej Organizacji Zbrojnej. Na początku 1940 roku oddział liczył już kilkudziesięciu członków. Komendantem na powiat Lipno został mianowany ojciec, a jego zastępcami Józef Sadowski, Bolesław Chojnicki oraz Czesław Luliński ze Skępego. Do konspiracji wciągnięta została cała nasza rodzina, a zwłaszcza siostra Halina, ja i brat Tadeusz. Każdy z nas miał określone zadania. W wykopanej piwnicy pod podłogą prowadzony był nasłuch radiowy, redagowane meldunki, rozkazy, informacje i ulotki, które rozprowadzane były przez nas do członków organizacji. Ciągle Niemcy prowadzili u nas rewizje i obserwacje. Na jesieni 1940 roku zostaliśmy wysiedleni z naszego gospodarstwa i zamieszkaliśmy w domu parafialnym w Suminie. Tu odbywały się szkolenia oraz narady komendantów rejonowych z całego powiatu. Oprócz dużego zaangażowania w Ruchu Oporu siostry i brata powierzono mi podczas narad ciągłą obserwacje i meldowanie o podejrzanych osobach – wspomina Wiśniewski.

Aresztowanie i ucieczka

W sierpniu 1942 roku ojciec Włodzimierza Wiśniewskiego został aresztowany i wywieziony do Grudziądza. Po przekupieniu żandarmów uciekł z więzienia i dzięki członkom organizacji pracujących w Urzędzie Miasta i Gminy Jastrzębie: Giblewskiego i Chojnickiego otrzymał podrobione dokumenty na nazwisko Malinowski. Udało się rodzinie Wiśniewskich, a wtedy już Malinowskich, dotrzeć do Warszawy. Na krótko zatrzymali się u rodziny, a następnie z polecenia Kazimierza Różyckiego z Jastrzębia dostali schronienie u jego bratanka w majątku Leszczynka koło Warszawy. Wiosną 1943 roku rodzice Włodzimierza otrzymali schronienie w domu opieki na Saskiej Kępie w Warszawie, a jego przyjęto do bursy przy ul. Senatorskiej. Była tam młodzież w wieku 13-17 lat pochodząca z terenów wschodnich kraju zajętych przez Rosjan oraz z Pomorza i Wielkopolski, których rodzice byli rozstrzelani, aresztowani lub wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Bursa była bardzo dobrze zorganizowana konspiracyjnie w Ruchu Oporu. Wychowawcami byli podchorążowie z konspiracyjnych szkół oficerskich.

Dalsze szkolenie

– Szkolono nas i przygotowywano do egzaminu do szkoły podoficerskiej – mówi Wiśniewski. – Tu składałem przysięgę w ramach Szarych Szeregów, a w marcu 1944 roku otrzymałem przydział do Batalionu Chrobry. Przyjąłem wówczas pseudonim „Szczerba". Każdy z wychowanków bursy miał specjalne zadania do wykonania. W tym czasie w Warszawie odbywały się łapanki, rozstrzeliwania zakładników z podaniem nazwisk i wieku na rozwieszonych afiszach. Zadaniem moim było znakowanie afiszy stemplem „Przez cierpienie i walkę do wielkiej niepodległej Polski", natomiast afisze z zarządzeniem władz zrywałem i dostarczałem wychowawcom. Na ulicy Elektoralnej mieściło się kasyno gry, do którego uczęszczali żołnierze oraz ludność niemiecka, a także szpicle – obywatele polscy współpracujący z Niemcami. Moim zadaniem było śledzenie agenta, o której wchodzi i z kim wychodzi. Dane te przekazywałem dowództwu Kedywu, którego pluton egzekucyjny rozstrzelał na ul. Senatorskiej w pobliżu kapliczki św. Antoniego. Poza tym dostarczałem rozkazy i meldunki do wskazanych punktów konspiracyjnych, rozrzucałem ulotki z tramwajów i wysokich budynków, roznosiłem listy przemycane do kraju z zagranicy. W czerwcu 1944 roku przeniesiono mnie wraz kilkoma kolegami do innej bursy, przy ul. Siennej 87, w której młodzież również brała czynny udział w konspiracji. 1 sierpnia 1944 roku naznaczono nam egzamin do szkoły podoficerskiej. Jak się później okazało, na ten dzień zostało wyznaczone na godz. 17.00 rozpoczęcie powstania w Warszawie. Nasza bursa przeznaczona była jako miejsce rozpoczęcia akcji przez Kompanię por. Cordy Batalionu Chrobry. Przydzielono mnie do drużyny butelkarzy, której zadaniem było rzucanie butelek z płynem zapalającym na pojazdy i czołgi przejeżdżające ulicą Żelazną.

Powstanie Warszawskie

W pierwszych dniach Powstania Warszawskiego Wiśniewski brał udział w ataku na Pocztę Główną Towarową, mleczarnię na Krochmalnej, zanosił meldunki do Dowództwa Batalionu Chrobry, który po zdobyciu posterunku żandarmerii „Nord Wache" na ulicy Żelaznej, zdobył Browar Haberbuscha na ul. Grzybowskiej. Uczestniczył również w akcji na Komisariat Policji Granatowej na ul. Ciepłej, skąd po jego zdobyciu zabrał umundurowanie, w którym jego kompania walczyła podczas powstania. Brał udział w walkach, broniąc barykady na ul. Waliców, w zdobyciu Banku Gospodarstwa Krajowego oraz w zdobyciu Hali Mirowskiej, którą mieli utrzymać jak najdłużej, tak aby oddziały ze Starówki mogły się wycofać utworzonym korytarzem z Placu Bankowego do Śródmieścia. Akcja ta, na skutek silnego ostrzału prowadzonego przez Niemców, nie udała się. Największe straty poniósł jego batalion, który schronił się na odpoczynek w „Pasażu Simonsa", który został zbombardowany, a w jego gruzach zginęło około 200 żołnierzy. Około 15 września Kompania Cordy, w której walczył Wiśniewski, dostała rozkaz obsadzenia Placu Grzybowskiego. 2 października podpisana kapitulacja nakazywała zaprzestanie walk o godz. 6.00.

– Dowódca placówki polecił mi, abym wyszedł na plac, by ocenić sytuację – mówi Wiśniewski. – W tym czasie pocisk moździerzowy uderzył w balkon, pod którym się skryłem. Po wybuchu pocisku spadła mi na głowę balustrada z tablicą reklamową rozcinając mi głowę i wybijając dwa zęby. Na krótko straciłem przytomność, a opatrunek założono mi w punkcie sanitarnym przy ul. Próżnej bandażując całą głowę. Zalecono nam przygotować się do wymarszu do niewoli. Wymarsz naszej kompanii naznaczono na 5 października. Szliśmy całą kolumną ulicami Grzybowską, Leszno na Plac Kercelego, gdzie pod nadzorem żandarmerii oddawaliśmy resztki broni. Dalej skierowano nas ul. Wolską w kierunku Ożarowa. Idąc drogą, ludność oklaskiwała nas, wystawiała kosze z jabłkami i cebulą. W Ożarowie zakwaterowano nas w byłej Fabryce Kabli. Po spędzonej nocy na posadzce betonowej rano załadowano nas po kilkudziesięciu do wagonów towarowych z małym zakratowanym okienkiem. Jechaliśmy chyba dwie doby, nie wiedząc gdzie. Co kilka godzin kierowano nas na bocznicę, by przepuścić pociągi wojskowe. Wtedy otwierano nam drzwi by można było skorzystać z załatwienia swoich potrzeb lub by napić się wody, którą przynosiła nam miejscowa ludność. W nocy dotarliśmy do stacji z napisem Lamsdorf. Czułem się bardzo źle. Rana na głowie ropiała, koledzy mówili, że mdlałem. Rano otworzono nam drzwi wagonu, ustawiono w kolumny i maszerując przez wioskę szliśmy, nie wiedząc dokąd. Miejscowa ludność krzyczała „Polnischen Schweinen”, pluła na nas i rzucała w nas kamieniami. Kiedy dochodziliśmy do obozu poczułem się źle, przewróciłem się do rowu z wodą. Eskortujący nas żandarmi polecili moim kolegom wydostać mnie z rowu i prowadzić do obozu. Pierwszą noc nie wolno nam było wchodzić do baraku. Rano skierowano nas do szczegółowej rewizji, zabrano nam dokumenty i wartościowe przedmioty, nadawano numery jenieckie, strzyżono, a rozbierając nas, dokonywano oględzin ciała. Widząc, że mam zabandażowaną głowę, skierowano mnie do izby sanitarnej, gdzie lekarzem był polski oficer, uczestnik kampanii wrześniowej z 1939 roku. Dzięki niemu, zaopiekował się mną przez trzy dni, szybko doszedłem do siebie. Baraki, w których mieszkaliśmy, były zawszone i z pluskwami, które najbardziej dokuczały nam w nocy, spadając z sufitu na prycze.

Jenieckie wspomnienia

Z baraków nie można było wychodzić, ponieważ zamykane były na noc. Wyżywienie było słabe. Rano na sześć osób dostawali bochenek chleba z odrobiną margaryny i marmoladą, na obiad około pół litra zupy z brukwi i z ziemniaków, czasem z kawałkiem mięsa z kością. Na kolację herbatę z ziół i nieraz chleb. Warunki sanitarne były straszne. Latryny były wykopane w ziemi i ogrodzone barierką, by nie wpaść do dołu. Tylko z zimnej wody korzystać można było rano. Codziennie wieczorem odbywał się tak zwany apel, na którym liczono ludzi. Apel niejednokrotnie trwał dwie godziny, a wszyscy musieli stać na deszczu i chłodzie. 20 października wytypowano około 100 jeńców (w tym również i Wiśniewskiego), by udali się na stację kolejową, skąd wagonami towarowymi wywieziono ich do obozu jenieckiego Markt Pongau Stalag XVlllc w Austrii. Obóz zlokalizowany był w Tyrolu miedzy Salzburgiem a Innsbruckiem. Warunki obozowe były znacznie lepsze niż w Lamsdorfie. Mimo, że zgodnie z Konwencją Genewską, która zakazywała zatrudniać jeńców poza obozem, wywożono ludzi do odśnieżania dróg po przejściu lawin, do budowy sztolni w mieście Kaprun, a po nalotach alianckich, do odgruzowywania miasta Salzburg. Często sami zgłaszali się do prac poza obozem, wiedząc, że można dostać dodatkowe jedzenie. Po miesięcznym pobycie w obozie nadeszły paczki z PCK z mlekiem w proszku, czekoladą, sucharami i papierosami, które zamieniał Włodzimierz Wiśniewski z jeńcami rosyjskimi na chleb. Sprzedał im też dwa zegarki, które udało mu się ukryć podczas rewizji. Dotarła do niego również paczka od siostry Haliny z Lipna (adresowana do obozu w Lamsdorfie). Około 5 maja 1945 roku obóz został oswobodzony przez wojska amerykańskie. Zaczęto ludzi stopniowo lepiej odżywiać, dostali nowe umundurowanie, chodzili na spacery, organizowane były zawody sportowe. Do obozu przyjechał przedstawiciel Rządu Warszawskiego namawiając ludzi do powrotu do kraju. Większość z powstańców wiedząc o szykanach, jakie spotkały powracających do kraju, odmówiła powrotu i decydowała się na wyjazd do Armii Andersa we Włoszech.

Wyjazd do Włoch

– 1 sierpnia, będąc jeszcze na terenie obozu, uczciliśmy pierwszą rocznicę wybuchu powstania, paląc ognisko, śpiewając piosenki powstańcze, wspominając nieżyjących kolegów – mówi Włodzimierz Wiśniewski. – 2 sierpnia przyjechała po nas kolumna samochodów i przez przełęcz Brennerską dotarliśmy do Ancony, gdzie mieściło się dowództwo Polskiego Korpusu. Tam otrzymałem przydział do 2. Warszawskiej Dywizji Pancernej w Maceracie, a następnie do 66. Batalionu Piechoty w Castel Raimondo koło Camerino. Tak zakończył się tragiczny, pierwszy etap młodzieńczego wieku i rozłąki z rodziną. Po przyjeździe do obozu, w którym rozlokowany był 66. Batalion dostałem przydział do 2. Kompanii dowodzonej przez kpt. Horocha, oficera frontowego. Na następny dzień skierowany zostałem do adwentury, gdzie otrzymałem cały ekwipunek żołnierza wraz z książeczką wojskową tzw. PAY BOOK z wpisem o przeprowadzonych badaniach lekarskich. Przez następne dni przeszedłem pierwsze przeszkolenie, począwszy od musztry wojskowej aż do obsługi broni. 15 sierpnia, w Dniu Wojska Polskiego i zakończenia działań wojennych we Włoszech brałem udział, pod Loretto, w defiladzie, gdzie jadąc na „cariersie" z bronią, oddawałem honory dowództwu 2. Korpusu z Gen. Andersem oraz dowódcom alianckim.

Przez następne kilka tygodni uczestniczył w ćwiczeniach dywizji. Ukończył w miejscowości Sanse Polcro kurs na kierowców, a po zdaniu egzaminu otrzymał prawo jazdy na prowadzenie samochodów ciężarowych. Za dobre wyniki szkoleń został skierowany do szkoły podoficerskiej w miejscowości Lanciano, do willi której właścicielem był włoski dyktator Mussolini. Na 94 elewów uzyskał 5. lokatę otrzymując stopień starszego strzelca z podwyższeniem żołdu do 15 szylingów tygodniowo.

Emigracja do Anglii

– Muszę jeszcze powrócić do czasu powstania, do akcji na Hale Mirowską, gdzie po dramatycznej walce por. Corda wystąpił do dowódcy powstania gen. Montera o nadanie mi Krzyża Walecznych i awans na starszego strzelca – wspomina Wiśniewski. – Ponieważ idąc do niewoli, nie wiedziałem czy wniosek został zatwierdzony, podałem, że posiadam stopień strzelca. Będąc jednym z młodszych żołnierzy zostałem przyjęty do Związku Harcerstwa Polskiego, a przyrzeczenie składałem na cmentarzu Monte Casino w dniu 21 grudnia 1945 r. Uczestniczyłem w organizowanych wycieczkach do Rzymu, zwiedzając Bazylikę św. Pawła i św. Piotra, katakumby watykańskie, kaplicę trzech fontann, Forum Romanum, Colosseum wiele innych zabytków w kilku miastach Włoch. W 1946 r. rząd brytyjski uznał oficjalnie rząd polski, tym samym armia Andersa musiała być rozwiązana. Z kraju przybył przedstawiciel rządu, namawiając nas do powrotu. Tak jak wcześniej, bojąc się szykanów po powrocie większość z nas powstańców zdecydowała się wyjechać do Anglii, do Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia, będąc żołnierzami armii brytyjskiej. Wyjazd do Anglii nastąpił 15 sierpnia 1946 r. z Neapolu statkiem handlowym Ormondo, na którego pokładzie zmieściło się około 1200 żołnierzy. Spaliśmy w hamakach, płynąc Morzem Śródziemnym przez Cieśninę Gibraltarską, Kanałem La Manche do portu w Southampton w południowej Anglii. Zatrzymaliśmy się jeszcze w porcie Ceuta, zabierając jeszcze około 100 żołnierzy angielskich. Po przypłynięciu do Anglii przewieziono nas pociągiem do miasta Boston, w prowincji Lincoln, a wkrótce do New Castel na pograniczu ze Szkocją. Składano nam różne propozycje, z wstąpieniem do armii brytyjskiej z możliwością otrzymania obywatelstwa angielskiego, do Legii Cudzoziemskiej oraz na wyjazd do Ameryki Północnej i Południowej. Postanowiłem napisać pierwszy list do rodziny w Jastrzębiu. Otrzymałem odpowiedź i dowiedziałem się o tragicznej śmierci ojca, który po zajęciu Pragi przez Wojsko Polskie wcielony został do II Armii Wojska i zginął podczas aresztowania przez NKWD pod Legnicą. Mając powyższe na uwadze, postanowiłem wracać do kraju, zgłaszając się do Ambasady Polskiej w Londynie.

Powrót do Polski

17 maja 1947 roku Wiśniewski został zdemobilizowany i skreślony z ewidencji Polskich Sił Zbrojnych na uchodźctwie podległej armii brytyjskiej. Został skierowany do magazynu odzieżowego, gdzie mógł wybrać sobie ubranie cywilne łącznie z obuwiem. Wyjazd do kraju nastąpił statkiem pasażerskim Marina Rayen z portu Glasgow 22 maja 1947 r. Do portu w Gdańsku przypłynął 26 maja. Po zejściu ze statku zostali otoczeni przez wojsko i eskortowani, by nie mieć kontaktu z ludnością. W hangarze portowym przeszli szczegółową rewizję, podczas której zabrano im pisma emigracyjne oraz odznaki wojskowe. Otrzymał nasz bohater bilet kolejowy uprawniający do przejazdu do Lipna. Zgodnie z poleceniem władz zgłosił się do Komisariatu Milicji w Lipnie, gdzie nakazano mu się stawiać raz w tygodniu przez miesiąc oraz zgłosić się do rejestracji w RKU we Włocławku. W roku 1948 ukończył w Lipnie małą maturę, a w 1951 Liceum Wodno-Melioracyjne w Gdańsku, otrzymując tytuł technika oraz nakaz pracy w Oddziale Państwowego Instytutu Hydrologicznego w Słupsku. Prowadził pomiary objętości przepływu wody w rzekach przy różnych stanach, sondował głębokość jezior, budowę wodowskazów oraz badanie wód gruntowych. Był kierownikiem Stacji Hydrologicznej w Tczewie, skąd na własną prośbę w 1955 r. przeniósł się do Państwowego Instytutu Hydrologicznego w Warszawie. W Warszawie otrzymał zakaz zameldowania się, co zmusiło go do zameldowania się u rodziny w Grodzisku, a możliwość meldunku w Warszawie otrzymał dopiero w 1956 r. W 1961 roku na Wydziale Melioracji Wodnych na SGGW uzyskał dyplom inżyniera melioracji ze specjalnością budowli małych cieków. W Instytucie pracował na różnych stanowiskach kierowniczych przez 42 lata. Na emeryturę przeszedł w 1992 r. W roku 1959 zawarł związek małżeński z Janiną Czarnopyś z Tomaszowa Lubelskiego, w 1962 r. urodził się im syn.

Wiele odznaczeń

– Mamy jednego wnuka, studenta na wydziale logistyki – mówi Włodzimierz Wiśniewski. – W latach 1974-1976 władze państwowe wyraziły zgodę na organizowanie się w środowiska żołnierzy walczących z okupantem w Ruchu Oporu. Oprócz dotychczasowego ZBOWiD-u powstał Światowy Związek Żołnierzy AK oraz Związek Powstańców Warszawy. W związkach tych powstały koła zrzeszające żołnierzy walczących w tych samych oddziałach. Jestem aktywnym członkiem obu związków, których żołnierze batalionu Chrobry I walczyli na Woli, Starówce, Śródmieściu i na Czerniakowie. Zapraszany jestem do Muzeum Powstania na spotkania z młodzieżą, przedstawiając moją działalność w konspiracji w powstaniu, z pobytu w niewoli i w armii Andersa oraz w Polskich Siłach Zbrojnych na zachodzie. Jestem kombatantem i weteranem Walk o Niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej oraz otrzymałem symboliczną odznakę Weterana Brytyjskiego wręczoną przez Ambasadę Brytyjską w Warszawie. Posiadam kilkanaście odznaczeń, w tym Krzyż Armii Krajowej i Medal Wojska przyznane przez rząd polski będący na emigracji. Posiadam Odznakę Syna Pułku, Złotą Syrenkę za zasługi dla Miasta Stołecznego Warszawy oraz wiele odznak i dyplomów z pracy zawodowej w instytucie.

Kolejne zaproszenie do Lipna

Burmistrz Paweł Banasik wysłuchał opowieści honorowego lipnowianina z zapartym tchem i już zaprosił powstańca warszawskiego na kolejne spotkanie, tym razem z uczniami lipnowskich szkół i mieszkańcami. W uroczystości uczestniczył również radny Zbigniew Napiórski organizujący w Lipnie uroczystości rocznicowe powstania warszawskiego, była radna miejska Maria Turska, wiceburmistrz Jolanta Zielińska oraz rodzina zacnego gościa.

– Gratuluję nadania stopnia kapitana Wojska Polskiego – mówił burmistrz Paweł Banasik. – Wyrażam szczere uznanie dla zasług pana kapitana z tytułu udziału w walkach o niepodległość państwa polskiego podczas drugiej wojny światowej. Przykład jaki daje pan kapitan młodym pokoleniom jest najlepszą lekcją historii i patriotyzmu. Cieszę się, że wśród nas żyją bohaterowie, których świadectwo życia jest inspiracją dla wyzwań współczesnego świata.

Tekst i fot. Lidia Jagielska

Reklama

Powrócił w rodzinne strony komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez lipno-cli.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"